Siła niezależności – pułapka samotności

Marsz na randkę Jak w psychologii, tak i w miłości wszystkie granice są płynne i umowne.

Najsilniejszy i najbardziej niezależny singiel marzy z reguły o tym, żeby mieć kogoś przy boku. Jednocześnie ta siła i niezależność nie pozwalają mu dopuścić do siebie drugiej osoby. I nie dlatego, że dana osoba tego stanu zmieniać nie chce, ale sprawia wrażenie, jakby nikt inny nie był jej do szczęścia potrzebny.

Kiedy kończy się niezależność, a zaczyna zwykła samotność? Jak nie wpaść w pułapkę hiperniezależności, która będzie już tak dużą, że będzie emanować od Ciebie jasny komunikat: Nie podchodź, bo nie ma dla ciebie miejsca w moim życiu?

Kiedyś związki małżeńskie było łatwiej utrzymać, bo ludzie byli od siebie bardziej zależni. Mężczyzna utrzymywał finansowo rodzinę, kobieta zajmowała się domem i dziećmi. Dziś niezależne finansowo kobiety same są w stanie na siebie zarobić i nie potrzebują łączyć się w pary ze względów finansowych (jak to się niestety kiedyś zdarzało). Kiedy coś się komuś z partnerów nie podoba, po prostu wychodzą z domu i trzaskają drzwiami.

Tak niestety wygląda ciemna strona niezależności – nie podobam ci się (ja, moje zachowanie), to znikam. Coś się tobie nie podoba – droga wolna. Ja i tak przetrwam. Niczego od ciebie nie chcę.

Jeśli do tego ktoś ma mylne pojęcie o niezależności i własnego partnera traktuje jak największego jej wroga, sprawa jest po prostu przegrana. Bo przecież można być w związku i zachować jakąś formę niezależności, mieć swój świat i czas tylko dla siebie.

Gdy nie zdajemy sobie sprawy z naszych uczuć do partnera, gdy nie potrafimy rozmawiać i rozwiązywać problemów, boimy się zranienia i odtrącenia, podjęcie takiej decyzji staje się naprawdę łatwe. Dzisiaj jesteśmy w związku, a jutro już nie.

Nawet nie dociera do nas, że często tak właśnie postępując, wpędzamy siebie w samotność, z której ciężko potem wyjść. Zbyt długi czas spędzony samotnie sprawia, że nabieramy pewnych złych nawyków - przestajemy umieć z kimś przebywać. Samotność głęboko w nas wnika i nie pozwala później nikomu zbyt szybko zbliżyć się do nas. A nawet jeśli uda się w końcu wejść w nową relację, znów mamy tendencję, by łatwo ją skończyć.

Jeśli nie uświadomimy sobie, że owszem – potrafimy sobie sami świetnie radzić i bez drugiej osoby nie zginiemy na tym świecie, to trzeba pamiętać, że druga osoba nie jest po to, żebyśmy jakoś wspólnie finansowo trwali (choć owszem – życie we dwoje jest tańsze niż w pojedynkę), ale po to, żeby uczynić nasze życie piękniejszym i wartościowszym, żeby komuś poświęcić swój czas. A my często zapominamy, że nie ma nic piękniejszego, niż drugi człowiek.