Wszystko w pośpiechu - znak naszych czasów

Szybkość to znak naszych czasówPostawienie kreski na związku przychodzi nam w dzisiejszych czasach bardzo łatwo. Z niezrozumiałych powodów potrafimy osobę, która się nam podoba, która nas pociąga i intryguje, jednego dnia przygarnąć pod swój dach, drugiego już spod niego wyrzucić i mijać obojętnie. Nasza niezależność i duma sprawiają, że nie robimy sobie za dużo z tego, że właśnie kończymy relację – odkładamy człowieka na dalszy plan, niczym przeczytaną już książkę na półkę.

Wszystko zależy od podejścia do związku. Kiedyś związek i rodzina jako esencja życia był czymś istotnym i odgrywał ważną rolę w życiu człowieka. Dzisiaj przed związkiem stawiamy wygodę, brak odpowiedzialności, potrzebę zawodowego spełniania się i dobrej zabawy. A związek traktowany jest jako utrudnienie spełniania wszystkich życiowych zachcianek.

Partnerzy się nam nudzą, ba – nawet wkurzają! Bo partner, który oczekuje usłyszeć „dobranoc” na dobranoc i „dzień dobry” na dzień dobry to zwykły stresor. Rozmowa z partnerem? Strata czasu. Przecież nic z niej nie wynika! Co innego portal społecznościowy – codziennie można napisać do kogoś innego. Nowe bodźce otaczają i kuszą nas zewsząd – zaskakując codziennie porcją nowych wrażeń. To nic, że żadna z setki osób, do których się pisze, nie przytuli, nie pocieszy, nie potrzyma za rękę. Ale dopóki się z kimś pisze, jest cool! Super fajnie! Wspólne mieszkanie to znoszenie cudzego marudzenia – bo bałagan, niewyrzucone śmieci, narzekanie, że znowu imprezka. A my chcemy się bawić! Po co nam partner, który nas ogranicza. Dzisiaj ważne jest tylko, żeby łatwo i szybko – byle jak, byle gdzie, z byle kim. Ale nic nie musi z tego wyniknąć, bo po co sobie komplikować cudowny niebyt?

I tak oto codziennie wyrzucamy zaledwie nadgryzioną bułkę… zanim w ogóle poczujemy jej smak. Dzisiaj masz ochotę na bułkę z serem – jesz bułkę z serem. Jutro na drożdżówkę z makiem – jesz drożdżówkę z makiem. Pojutrze na jagodziankę. I za każdym razem coś innego – ale ciągle nie możesz się zdecydować, którą lubisz najbardziej. Rozumiecie, o co chodzi? O to, że sami siebie traktujemy gorzej niż rzecz! W dzisiejszych czasach trudniej jest pozbyć się z domu jakiejś staroci, niż człowieka, którego z dnia na dzień można wystawić za drzwi i nic się w związku z tym nie czuje! Nic! Żadnego żalu, poczucia straty, rozczarowania. Martwica? Znieczulica? Totalny brak empatii? Czy to już norma, która stała się nieodłącznym znakiem naszych czasów?